Pau i moje 10m2

Seweryn Jania

Jak każdy wie podróże kształcą, a co dopiero wyjazd na Erasmusa w czasie pandemii. Oczywiście nie mam zamiaru się żalić, wręcz przeciwnie, doświadczenie kwarantanny we Francji było jedyne w swoim rodzaju.

Ale po kolei, pierwszy miesiąc pobytu w Pau wyglądał normalnie, najpierw zaskoczył mnie klimat, cóż, znajdowałem się w południowej Francji. Mimo że był luty, temperatura nie spadała poniżej zera, miasto oraz fauna wyglądała na taką która nigdy nie zaznała mrozu, dla mnie, mieszkańca południowej Polski gdzie o tej porze roku odgarniał bym śnieg z podjazdu było miłą odmianą. Jako że w tym czasie jeszcze o żadnej izolacji nie było mowy a pandemia to coś odległego i nierealnego, to jednak widmo choroby zaczęło krążyć w wiadomościach. Nie tracąc zbytnio czasu wyruszyłem w miasto, nie żebym miał jakiś wybór, na uczelnie trzeba było chodzić. Tak drogi studencie, nie wiem czy pamiętasz, ale to były te czasy gdy zajęcia odbywały się poza ekranem monitora. Odstawiając żarty na bok, Pau samo w sobie jest bajkowym miejscem, nie chcę powielać szlagierów turystycznych ale centrum i stare miasto jest naprawdę bardzo miłym i spokojnym miejscem, choć niewielkie ma sporo do zaoferowania, można spędzić cały dzień i tak wszystkiego dokładnie człowiek nie jest w stanie zwiedzić. Niedaleko centrum jakieś 200-300 metrów znajdowało się moje ulubione miejsce w całym miasteczku, był to taras, choć bardziej przypominał klif widokowy z którego rozpościera się pasmo Pirenejów w całej okazałości.

 

 

Luty, palmy i góry?

 

 

Uczelnia École Supérieure d’Art et de Design des Pyrénées, w skrócie ESAD, choć czas na niej spędzony (wewnątrz) nie był długi to budynek posiada wszystkie potrzebne instrumenty do kreatywnego działania w kwestii grafiki i designu, dosłownie czego by student nie chciał, jest na miejscu, plotery, drukarki do formatu B1, studio fotograficzne, studio video, warsztat do wklęsłodruku, akwaforty, co dusza zapragnie.

Przechadzając się po mieście zainteresowała mnie jego faktura, detale, elementy które są jego częścią choć nie są eksponowane (może je znajdziesz

 

 

Jak już wyżej wspomniałem czas mojego pobytu w Pau zbiegł się z czasem pandemii, jednak optymizm mnie nie opuszczał. Jak to mówią, student potrafi! więc trzeba było sobie czas zorganizować, mimo okazjonalnych zajęć online i przygotowywania projektów, jedną z największych wydarzeń dnia było wyjście do supermarketu który znajdował się niedaleko akademika. Większość czasu spędzałem nie opuszczając terenu zakwaterowania. Jako że i tak zostałem zamknięty w akademiku, z żadną możliwością zwiedzania czegokolwiek, postanowiłem dla żartu udokumentować swój pokój. Po paru tygodniach ten żart zmienił się w całkiem ciekawy projekt. Co parę dni robiłem zdjęcie innej części pomieszczenia, elementu, tekstury ścian, mebli, podłogi, ogólnie rzecz biorąc starałem się znaleźć ciekawe kadry, kompozycje nie ingerując w otoczenie. Pokazując umownie to co widzę i jak żyję, taki dziennik czterech ścian (fotografii jest sporo więc przedstawię tylko część).

 

 

Jeżeli chodzi o puentę to jedyne co mogę powiedzieć to zawszę trzeba szukać pozytywów, czas spędzony w Pau był niezapomniany, a pandemia wcale tego nie zepsuła, wręcz sprawiła że ten Erasmus był jedyny w swoim rodzaju.

 

 

 

autor tekstu i zdjęć: Seweryn Jania

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *