SUMPPS* na ratunek!

Mateusz Bogusz

Pierwszy miesiąc pobytu w Pau był przepełniony różnymi doświadczeniami. Zakwaterowanie w akademiku, integracja ze studentami… no i pierwsze zakupy w najbliższym LeClerc oczywiście. Nie obyło się bez problemów, ale to chyba normalne. Szybko przyzwyczailiśmy się do nowej rzeczywistości. Rano – na uczelnię. Po skończonych zajęciach na zakupy lub spacer po mieście, a wieczorami… regularne towarzyskie integracje i praca nad projektami. Oprócz tego obowiązkowe grupowe przyrządzanie posiłków we wspólnych aneksach kuchennych i dyskutowanie o cenach wina w okolicznych sklepach.

Dzień jak co dzień.

 

 

Zapewne po tym opisie mojej codzienności w Pau, łatwo domyślić się że nie jestem zbyt aktywny fizycznie. Ale miało się to zmienić! Razem z Julią postanowiliśmy, że pobyt w Pau to idealna okazja do wyrobienia sobie kondycji. W końcu – mamy sporo wolnego czasu, mieszkamy wszyscy obok siebie… Idealna okazja do wzajemnej motywacji! Co lepsze, dosłownie po drugiej stronie ulicy od naszego kampusu znajdował się ogólnodostępny kompleks sportowy. Duża bieżnia zachęcała do ćwiczeń, szczególnie że rozpieszczała nas pogoda. Pełno słońca i przyjemny wiaterek. Więc stało się! Zaczęliśmy codzienne ćwiczenia. Czasem z rana, kiedy indziej późnym wieczorem, a nawet w nocy. Przyznaję się – zdarzało się nam opuścić dzień czy dwa w serii… Ale to nie było ważne! W pewnym momencie nawet gorsza pogoda nie była wystarczającym argumentem żeby przeszkodzić nam w treningu! I tego pożałowałem najbardziej.

Ale po kolei…

 

 

Kaszel, gorączka i chrypa. Zaczęło się. Najgorsze myśli chodziły po głowie. Wszystko działo się w lutym 2020 roku, gdy koronawirus dopiero pojawiał się we Francji. Codziennie dowiadywaliśmy się o nowych zakażeniach, coraz bliżej Pau. Myślałem, że z moim szczęściem to na pewno to. Ale nie! Szybki research wskazywał że objawy przy COVID są zupełnie inne. Uspokoiło mnie to, lecz wciąż zostawałem z problemem coraz bardziej czerwonego i bolącego gardła. Na moje nieszczęście, było piątkowe popołudnie.

Przeczekałem weekend zużywając zapas prostych leków które wziąłem ze sobą z Polski. Niestety nie pomogło. Wizyta u lekarza wydawała się najrozsądniejszą opcją. Skontaktowałem się z naszą opiekunką we Francji – Panią Łypaczewską i poprosiłem o pomoc w rejestracji w najbliższej placówce. Okazało się, że znajduje się ona dosłownie 50 metrów od naszego akademika! Udało się umówić jeszcze tego samego dnia (w poniedziałek).

 

 

Obawiając się, że z moją nikłą znajomością języka, nie dam rady nawet wytłumaczyć lekarzowi swojego problemu (rozmyślałem nad różnymi metodami pokazania moich objawów na migi). Przygotowałem nawet kilka przetłumaczonych zwrotów używając Google Translate, tak na wszelki wypadek. Gdy wszedłem do środka, jedna z Pań na recepcji poprosiła mnie o zajęcie miejsca w poczekalni. Po kilku minutach zostałem wywołany do gabinetu. Miałem szczęście – Pani Doktor bardzo dobrze porozumiewała się po angielsku. Zadała mi kilka pytań, dopytała o szczegóły i spisała moje dane ubezpieczenia z karty EKUZ. Myślałem, że to wszystko i zaraz dostanę jakiś antybiotyk. Zdziwiłem się niezmiernie, gdy poprosiła mnie o otwarcie ust i pobranie próbki do badania. Wyjaśniła, że badanie jest konieczne żeby stwierdzić czy zapalenie gardła które mnie dopadło jest wirusowe, czy bakteryjne. Po 5 minutach było wiadomo – to wirus, przejdzie samoistnie za kilka dni. Dostałem receptę na zapas paracetamolu i po krótkiej rozmowie wróciłem do akademika. Przeżyłem.

 

 

*SUMPPS – Service Universitaire de Médecine Préventive et de Promotion de la Santé (Uniwersyteckie Służby Medycyny Prewencyjnej i Promocji Zdrowia)

 

 


autor tekstu i zdjęć: Mateusz Bogusz

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *